SPRZĘT
GALERIA
GALERIA VIDEO
Dakar 2010

16-01-2010

DAKAR 2010: Rafał Sonik podsumowuje rajd.

„Wiem, czułem to, bardzo dużo dobrej energii, duże nadzieje wielu ludzi w tym, aby dojechać do mety. Moje nadzieje oczywiście też. I właściwie dojechałem dzięki Waszemu wsparciu.” - mówił na mecie Rafał Sonik.

Tegoroczny Rajd Dakar zakończył się dla najlepszego z tegoroczych polskich reprezentantów na wysokim 5 miejscu, o włos przegywając walkę o 4 -tą lokatę. Mimo, że po pierwszych 3 etapach wiele wskazywało na to, że wielokrotny Mistrz Polski nie zbliży się do swojego zeszłorocznego wyniku z Dakaru, to walka do samego końca - w tym zwycięstwo na ostatnim etapie dały doskonały rezultat końcowy.

„Gdyby nie to, że wiedziałem, że jest wielu kibiców, wielu moich przyjaciół i mojej rodziny, ludzi, dla których ważne było to, co robię i ważne było to, żeby zakończyć to, co zaczęliśmy. Uznałem, że nawet, jeśli z góry można było po dwóch czy trzech dniach stwierdzić, że nie ma szans wygrać tego rajdu w okolicznościach, które miały miejsce, to i tak ważne jest, żeby coś, co zaczęliśmy razem i w co wiele osób wierzyło, skończyć. I tak też się stało” - w emocjonalnych słowach quadowiec podsumował swój start tuż po przybyciu na metę Rajdu Dakar 2010.

Najgorętsze podziękowania Rafał Sonik skierował do kibiców, których wsparcie czuł w trudnych momentach, którymi były nie do końca jasne decyzje sędziowskie: „Gdyby nie Wy, to bym się wycofał po trzecim czy czwartym dniu, bo uznałbym, że nie chcę uczestniczyć w czymś, z czym się pryncypialnie nie zgadzam. Jednak staliście się powodem, dla którego jechałem i walczyłem dalej. Dziękuję.” Tylko 10 z 25 quadów ukończyło wyścig.

Klasyfikacja końcowa wygląda następująco:

1 Marcos Patronelli 64h 17' 44" + 00' 00"
2 Alejandro Patronelli 66h 40' 43" + 2h 22' 59"
3 Juan Manual Gonzalez Corominas 69h 25' 15" + 5h 07' 31"
4 Christophe Declerc 70h 04' 40" + 5h 46' 56"
5 Rafał Sonik 70h 08' 08" + 5h 50' 24"



14-01-2010

Dakar 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 12,13)

„Declerk chce zdobyć 4 miejsce, jedzie bardzo dobrze. To jest znakomity zawodnik, świetnie jeździ quadem. Jego quad jest dużo lepszy i dużo szybszy niż można było przypuszczać. KTM zrobił wspaniały silnik 700 ccm do tego quada. Znakomicie pracuje zawieszenie, bardzo lekki ten quad jest, w związku z tym może się bardzo szybko poruszać po wydmach, szczególnie po camel grassie. Wtedy widać, że ja muszę walczyć ze swoim quadem, a on jedzie bardzo szybko. I to, co jest najbardziej zdumiewające w tym jego quadzie to jest to, że jedzie 130 -140 km/h na OS, czego żaden quad tutaj nie umie. A jego pojazd to umie i to jest niesamowite.

To mnie musze przyznać dzisiaj zaskoczyło, bo zrobiliśmy odcinek specjalny, w którym były wydmy i który miał 370 km. Ja go przejechałem w 4h17 minut, a Declerk w 4h11 minut. Po prostu niesamowicie szybki jest jego quad! On dla mnie ma tylko jedną wadę, mianowicie ja jestem dużo wyższy od niego. Mam dłuższe ręce, dłuższe nogi i mi by się na tym quadzie po prostu niewygodnie jechało. Ta pozycja do jazdy jest nie za dobra. Ale poza tym fenomenalny quad, znakomicie przygotowany, bardzo szybki i świetny silnik.

Będę chciał walczyć do ostatniej chwili. Nie będę chciał absolutnie odpuścić”.

12-01-2010

Dakar 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 10,11)

„Po dzisiejszym dniu mam do trzeciego mniej więcej dwie godziny straty. Dużo więcej do drugiego i pierwszego. Z kolei do mnie miał 5 minut straty Decklerk i dzisiaj jeszcze 3 minuty, w sumie 8 minut niecałe. Kolejny za nami ma 3 godziny straty do nas, więc my tylko właściwie między sobą w tej chwili walczymy, a ponieważ Decklerk ma tendencję do tego by jeździć bardzo szybko, ryzykownie i łapać kapcie oraz naprawiać quada, wczoraj wypadł z trasy na 3, może 4 kilometrze. Nie był skupiony na jeździe w ogóle i pierwszy raz przy mnie naprawiał koło. Dzisiaj jechałem super ostrożnie, bo było potwornie kamieniście- same skały i kamienie. Tak, więc, jak był fragment piaszczysty, czy szutrowy to była wielka radość.

  Więc doszedłem do wniosku, że jeśli złapię gumę to z Declerkiem przegram na pewno, bo ona ma opanowane błyskawiczne zmianę koła – ma zapasowe koło ze sobą i sztukę wymiany ma opanowaną, bo to robi non stop, codziennie, w kilka minut naprawia wszystko. Jeżeli ja miałbym naprawiać wszystko to zajęłoby mi to pewnie z 15 minut i bym z nim przegrał, – więc jest to bez sensu. Teraz zakładam, że jadę każdego dnia popełniając możliwie jak najmniej błędów, po to by pozwolić popełnić błędy, Decklerkowi i ewentualnie Gonzalesowi, – bo jeżeli Gonzales popełni większy błąd, to straci więcej czasu. To jest moja jedyna sensowna szansa. Dzisiaj gdybym jechał na złamanie karku, to przyjechałbym 10 minut wcześniej i byłbym drugi, trzeci na etapie…. I co z tego??

W generalce nie byłoby z tego nic kompletnie, ani nie odskoczyłbym Decklerkowi na tyle daleko, żeby nie mógł mnie dojść jutro, pojutrze, ani nie doszedłbym Gonzalesa. Związku z tym jazda bliżej granicy ryzyka jest bez sensu. Dzisiaj było tyle ostrych głazów, skałek, fragmentów trialowych, że tylko można było krzywdę quadowi zrobić, przeciąć opony i jechać na kapciach lub wręcz na felgach. Nie miało to żadnego sensu.

Dzisiaj jechałem normalnie, spokojnie, pewnie bardzo – może jeden błąd popełniłem taki, że troszeczkę przesadziłem z zakrętem, a tak poza tym to nie jest to spacerowe tempo. Jeżeli na 220 km OS-u różnica między mną a pierwszym zawodnikiem, który jechał na złamanie karku – Halpernem jest powiedzmy 8 minut, to znaczy, że jest to duży wynik, a on jechał ja wariat..?? On z kolei jest w odwrotnej sytuacji ode mnie, w generalce nie ma już nic do ujechania – jest szósty czy siódmy, ale jest z tej okolicy, więc chciał zabłysnąć wygraną etapu – kompletnie inne pryncypia. Jest potwornie gorąco – czterdzieści parę, może pięćdziesiąt stopni, a jutro ma być podobnie. Jutro jest do zrobienia 470 km, więc idę się przespać i zregenerować.”

10-01-2010

Dakar 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 8,9)

„Sytuację dzisiejszego dnia najlepiej obrazuje to, co się stało z Hołkiem. To był etap krótki, ale bardzo trudny. Trudny i terenowo i nawigacyjnie. Dla mnie kłopot polegał na tym, że na camel grassie, takich bardzo poucinanych wydmach ten quad jest ciężki i trzeba bardzo uważać, bo jakbym się zakopał to praktycznie nie ruszę z miejsca bez czyjejś pomocy. Skupiłem się właśnie na tym, aby się nie zakopać i jechać delikatnie. Myślę, że dzisiaj na jakieś 15-20 minut się pogubiłem. Nie mogłem znaleźć drogi, a nikogo dookoła nie było.

Na camel grassie większość quadów jedno-napędowych jest szybsza ode mnie, dlatego, że są lżejsze po prostu. Szczególnie Declerka quad jest bardzo lekki. Ma niezależne zawieszenie z tyłu i dzięki temu jedzie po takim terenie bardzo sprawnie. Ja muszę uważać, ponieważ w każdej chwili może  mi przewrócić quada.

Dzisiaj miałem kolejny taki smutny moment przed startem, mianowicie wózek widłowy zabierał quada Józka Machacka. Pakował go na ciężarówkę.

Na odcinku starałem się jechać bardzo spokojnie, bardzo rozważnie. Nie dałem się zdenerwować temu, że dojechał do mnie Halpern, a potem Brazina. Doszedłem do wniosku, że te różnice czasowe w generalce są na tyle duże, że należy się zachować bardzo spokojnie. Tym bardziej, że przed nami jest kilka etapów, które dużo bardziej mi odpowiadają.

Nie jestem jakoś niezadowolony z tego odcinka. Przymocowaliśmy porządnie podłogi z jednej i drugiej strony.

Teraz mamy przed sobą najbliższy odcinek górski, tak więc spodziewam się, że jeżeli nic się złego nie wydarzy przyjadę tak między 3 a 6 miejscem. Zależnie od tego jak będzie ten odcinek ułożony i oczywiście zależnie czy nic się nie będzie złego działo. Wyciekał mi olej z silnika i jeszcze skądś, nie wiem czy nie z amortyzatora tylnego, ale serwis się zaraz za to zabierze.  Każdego dnia tutaj ten tylny amortyzator dostawał mocno w kość, więc bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że to z niego się leje olej. Z silnika też, nie zmienialiśmy go, więc nie sądzę, aby był w nim jakiś poważny problem, ale pewnie uszczelka. Chociaż dziwne jest to, że ten silnik był już uszczelniany dwa razy i wciąż to uszczelnianie nic nie daje.

Dzisiaj będzie krótka noc, taka myślę 3 godzinna, gdyż muszę jeszcze roadbooka zrobić. Pozdrawiam wszystkich!”

09-01-2010

Dakar 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 7)

„Dzisiaj w trakcie trwania etapu dogoniłem i wyprzedziłem Halperna, potem pogubiłem się troszkę i wyprzedzili mnie razem z Declerkiem. I tak parokrotnie. Kilka kilometrów dalej wpakowałem się w głazy, gdyż pojechałem na ślady motocyklistów, którzy wjechali w maliny. Pierwsi z nich się bardzo ucieszyli, bo myśleli, że nie ma 19 i 20 waypointa i w związku z tym pojechali na skróty. Ja nie wiedziałem, że to jest na skróty, tylko to, że są to świeże ślady. Pojechałem za nimi i okazało się, że się dostałem w takie piargi skalne, że do tej pory nie mam pojęcia jak quad mógł po tym przejechać.

Byłem zdenerwowany sam na siebie, że nie pojechałem na roadbook, tylko na ślady, wiedziałem, że muszę przejechać, choćbym miał przez samą górę jechać. I po tych głazach powolutku na jedynce przejechałem, ale teraz nie mam pojęcia jak to było możliwe. Finalnie dojechałem do trasy, wtedy okazało się, że Declerck i Halpern mnie znowu wyprzedzili i tak ścigaliśmy się następne 200 kilometrów ze skutkiem takim, że udało mi się ich wyprzedzić.

Kiedy ruszyłem z  CP, przed którym ich wyprzedziłem – to było jakieś 150 kilometrów do przejechania przed metą odcinka. Tuż za mną ruszył z tego punktu motocyklista, który chciał wjechać przede mną do koryta rzeki. Gonił mnie kilka kilometrów, aż w końcu tuż przed samym dojazdem do rzeki był taki skręt w lewo zaznaczony dwoma wykrzyknikami i skarpą. Kiedy zacząłem skręcać w lewo okazało się, że w tym kurzu, jaki tam wszechobecnie panuje on nie zauważył mojego manewru skrętu i że zaraz we mnie uderzy. Wobec tego musiałem wyprostować i skoczyć z tej skarpy do rzeki. Właściwie myślałem, że skończyłem rajd. Wylądowałem jakoś tam, jadę dalej, parę metrów dosłownie, a tu on też skoczył z tej skarpy. W ogóle nie widział, że jest skręt w lewo. Finalnie wjechał we mnie z boku i urwał mi podłogę. Z narzędziami, z wodą, ale przede wszystkim urwał mi cały podnóżek. Przymocowałem to jakoś trytytkami, ale to się oczywiście nie chciało trzymać.  Po 5 czy 10 kilometrach musiałem to odciąć i wyrzucić, całą tą podłogę z podnóżkiem.

Jechałem 140 kilometrów bez lewego podnóżka. Na szczęście nic się nie stało z nogą i na szczęście nie urwał mi lewarka od zmiany biegów, wtedy to byłaby kompletna tragedia. A tak po prostu nie miałem lewego podnóżka i musiałem siedzieć na lewym udzie i nie miałem na czym nogi oprzeć.

Jechałem wściekły dalej. Dwa razy mi noga wpadła pod quada, mimo tego, że starałem się być strasznie ostrożny. Dziękowałem bogu, że zdecydowałem, żeby jechać w twardych i mocnych butach motocrossowych, bo w tych butach, w których Josef Machacek rekomendował, żeby jeździć, to by mi nic z nogi nie zostało. Pewnie by mi ją urwało w kostce. A tak tylko quad wylądował mi na nodze w bucie. Parę kilometrów przed metą jechałem w kurzu motocyklisty, chciałem go wyprzedzić. Nie zauważyłem, że jest taki potężny skok. Skoczyłem z góry i noga mi wpadła pod quada. Kompletnie nie mogłem utrzymać równowagi na jednej nodze i na kierownicy. Wyszarpałem ją z powrotem i z nogą jest wszystko ok. Sprawdziłem przed chwilą.

Długi etap dzisiaj. Ja lubię długie etapy, ponieważ mogę się ułożyć w jakiś rytm jazdy. Nie lubię tych krótkich odcinków. Poza tym widać, że ktoś jest zmęczony, bo to zmęczenie każdego prędzej, czy później dopada. W prawdzie różnice czasowe do Halperna, czy Declerka są niewielkie dzisiaj. Wynika to z tego podnóżka, który usiłowałem naprawić. To mi zajęło w tym etapie mnóstwo czasu. Dodatkowo jeszcze dwa pobłądzenia.”

08-01-2010

Dakar 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 6)

„Był to etap bardzo stały, równy i bez żadnych awarii. Myślę, że straciłem tylko 10-15 minut w końcówce, bo na wydmach przed wjazdem do Iquique się zgubiłem. Na wydmach i na takich szutrowych drogach były ślady we wszystkie możliwe strony i szukałem właściwej drogi. W końcu jak odnalazłem się okazało się, że zajęło mi to parę ładnych minut. Ale dobrze, przegrałem tylko o 4 minuty 3 miejsce, więc gdyby nie to byłbym 5-8 minut przed czwartym. Tak jestem czwarty, ale nie mam powodów do niezadowolenia. Jechałem z luźnym łańcuchem dzisiaj, bo mi się rano naciągnął. Później niestety okazało się, że nie jak zwykle mamy długą przerwę taką 10-15 minutową przed odcinkiem specjalnym, tylko krótką 5-6 minut. W takim krótkim czasie nie udałoby mi się tego zrobić. Dlatego uznałem, że zaryzykuję i pojadę na luźnym łańcuchu. Tak też się stało, pojechałem. Na szczęście wszystko było w porządku. Na trasie było bardzo dużo pyłu i kurzu. Można się z nim oswoić, ale jak jadę z tyłu to mi strasznie kurzy i to jest zawsze kłopot. Jeden odcinek szczególnie zapamiętam. Był to najpiękniejszy odcinek trasy, jakim kiedykolwiek jechałem quadem. Po wzgórzach, szeroką szutrową drogą z hopkami. Niesamowita przyjemność! Zaraz po niej był przejazd przez wyschnięte słone jezioro, a to z kolei jest makabra. Na przedramiona w szczególności. Nie życzę nikomu, żeby po czymś takim jeździł. Jest to nierówne i jest taka jakby wyjeżdżona trasa, droga po tej soli. Jest on bardzo nierówna, wąska – ma najwyżej cztery metry szerokości. Jak nią jechałem, to taka prędkość 80-90 km na godzinę była idealna. Szybciej się nie dało. Odcinek ten był długi, kilkanaście kilometrów. Okropnie męczący dla rąk. Wykruszają się zawodnicy. To są już odcinki, które nie mają przebaczenia. Tutaj trzeba nie tylko bardzo dobrze umieć jeździć, bo są miejsca np. zupełnie triasowe, gdzie się wjeżdża pod takie pionowe prawie skarpy. Albo odwrotnie zjeżdża z nich. To są już konkrety i to takie twarde konkrety. Ale nie ma się co rozczulać. Jutro 600 km odcinka specjalnego. Odcinek mieszany, kamienisty będą takie piargi kamieniste. Ich o tyle nie lubię, że uderzam w nie przednimi wahaczami, albo tylnymi, albo podnóżkami. W tym roku świetnie sprawdzają się tireballsy, ale jeszcze nie wjechaliśmy w rejon gdzie rosną kaktusy. Tam nie będę jechał w tireballsach. Tam potrzebne będzie jak najwyższe ustawienie quada. Jak najwyższe opony do przodu i do tyłu. Byłem bardzo nisko w klasyfikacji startowej po tych perypetiach w pierwszych etapach. Dzisiaj rano startowałem chyba 80 z motorami. Spodziewam się, że jutro będę może 70. Natomiast Patronelli jest w 30, może nawet w 20. Coś kosmicznego zupełnie. Argentyńczycy prowadzą, mają jakieś tam swoje metody, czy legalne to się okaże. Pewnie ktoś będzie zwracał uwagę na zdjęcia, które zostały zrobione. Tutaj kilka osób protestuje już przeciwko takiej sytuacji, bo jak widać Argentyńczycy są poza zasięgiem kompletnie. Te różnice czasowe są abstrakcyjne. Nie wiadomo czemu to można podporządkować. Chyba, że są perfekcyjni. To znaczy, że nie popełniają żadnych błędów to znaczy, że nie popełniają błędów ani w nawigacji, ani w jeździe, ani w doborze sprzętu, ale to i tak nie jest wystarczające w zrozumieniu, czemu te różnice są aż tak duże. Dla porządku tylko dodam, że prowadzi czterech Argentyńczyków chyba, a dzisiaj byłem pierwszy za Argentyńczykami. Nie widzę żadnej szansy żebym wygrał z nimi, chyba, że im się coś popsuje, a to z tej prostej przyczyny, że jadą na skróty na trasie. Dzisiaj jechałem za jednym z nich, który jedzie Can-am, który jest zdecydowanie wolniejszy od mojego quada. I ten facet po prostu zjechał z trasy OS prosto, przez górę na drugą stronę i wjechał z powrotem na trasę z drugiej strony góry. Bladego pojęcia nie mam skąd wiedział, że trasa tak biegnie. Inie wiem również skąd wiedział, że ta góra nie kończy się po drugiej stronie np. klifem. Nie wiem jak to wyjaśnić. Może czas i życie to wyjaśni. Więc trzeba robić roadbooka i iść spać natychmiast”.

07-01-2010

Dakar 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 5)

„Przed nami są bardzo ciężkie 4 etapy. Pomijając to, że jest ich jeszcze 9 w sumie, ale 4 są bardzo ciężkie. Jutrzejszy, pojutrze oraz pierwszy i drugi po przerwie to są ciężkie etapy, więc nie można w tym momencie jakichś generalnych wniosków wysnuwać. Natomiast można z pewnością powiedzieć, że jedyna sensowna taktyka jest taka jak dzisiaj, czyli jechać swoim tempem, nie wygłupiać się, bo wygłupy się źle kończą.

Dzisiaj Plechaty usiłował ścigać się z Patronellim. Przed odcinkiem specjalnym przychodzi do mnie i mówi „no wiesz słyszałeś, że Józek (red. Jozef Machacek) mówił, żebyśmy się pchali jak najbardziej do przodu” ja mówię słyszałem i co? On mówi: „no to ja się chcę pchać do przodu”. Ja mówię to, co nie wystarczy ci to, że wczoraj przyjechałeś o mały włos z przeciętą oponą i byś w ogóle nie dojechał albo stracił 3 czy 4 godziny? On mówi: „nie, nie, nie ja się będę pchał do góry” no i dwie godziny później, czy nawet niecałe, widziałem jak go zabierał helikopter. Dlatego nie można usiłować być szybszym od Argentyńczyków, ale można usiłować doprowadzić do tego, aby oni między sobą jak najbardziej konkurowali.

Dzisiaj widziałem dwa helikoptery zabierające quadowców, ale ja nie chcę odlecieć z Dakaru helikopterem, wobec tego jadę „swoje” i koniec, jadę na ile mogę szybko, na ile mogę ostrożnie.

Przede wszystkim dzisiaj oprócz tego, że ciekł mi bak, pękł mi tylny bak i zaczęło bardzo mocno cieknąć paliwo, nawet się bałem żeby się nie zapaliło, złapałem dwa razy „gumę”, ale na szczęście jakoś się toczyłem, nie naprawiałem, tylko założyłem, że trudno muszą być i jadę dalej. Długi odcinek, bardzo momentami niesamowicie trudny, no i oczywiście tak jak się od początku spodziewałem straszny kurz, ale taki, że trzeba się zatrzymywać. Stać minutę czy dwie, oczekiwać, aż przejedzie samochód czy ciężarówka, bo pod koniec odcinka ciężarówki też nas wyprzedzały. Odczekać i dopiero jechać. Nie wolno jechać w takim kurzu, to znaczy w takim rozrzedzonym to jeszcze jakoś w miarę da się jechać, a w takim gęstym nie wolno jechać absolutnie, ponieważ grozi to fatalnymi konsekwencjami. W ubiegłym roku Avendano, a w tym widziałem ze 2-3 motocyklistów, którzy się w kurzu rozwalili, tego nie wolno robić!

Oprócz kilku na szczęście drobniejszych awarii, tego, że gdzieś przez ostatnie 120 km nie mogłem jechać szybko tylko musiałem jechać bardzo powoli i tak tylko momentami przyspieszałem tak do 90 km/h, ale już 100km/h. Nie mogłem przekroczyć to było super, nie mogłem przekroczyć, bo miałem takie wibracje z tylnych kół, że nie było szans, ale i tak uważam, że dużo lepiej że jadę na Tire Ballsach bo daje mi to spokój psychiczny. Mam nadzieję, że nie dostane żadnej kary, wracałem dzisiaj do jednego waypointa, później nad drugim też siedziałem, krążyłem wokół niego, bo ten mój GPS nie działa jak należy, ale cóż zrobić... Tak jest i już...”.

06-01-2010

Dakar 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 4)

„Na tle tego, co się działo w ostatnich dniach, to był w miarę normalny odcinek. Mój problem jest taki, jak się okazało po pierwszym dniu, po tej „karze”, że jadąc w okolicach 90 miejsca w klasyfikacji generalnej, mając przed sobą 90 motocyklistów i quadowców, praktycznie nie jestem w stanie wyprzedzać. Czasami się zdarza, że manewr wyprzedzania trwa kilometr, dwa, a czasami kilkanaście, bo mamy wąskie drogi, bardzo się kurzy, no i jak już jadę za kimś w kurzu, co jedzie 10, 15…20 km/h wolniej niż ja, no to praktycznie nie jestem w stanie go wyprzedzić przez dłuższy czas, bez ryzyka, że nie wpadnę na głazy lub kamienie, bo nic nie widzę – a to ryzyko jest dla mnie nie do przyjęcia, wobec tego tylko na szerszych odcinkach wyprzedzam, czekam na nie….

Ale dzisiaj nie było ich za wiele. Nic pod tym względem nie dało się zwojować, a na tych szerszych odcinkach z kolei cały czas były kamienie i to takie kamienie, że strach w ogóle było szybko jechać, tak 3, 4 bieg. Najlepszym dowodem, że to było bardzo duże ryzyko jest wypadek, który widziałem. Długi czas jechałem za motocyklistą, który jak mi się zdaje zaglądnął do roadbooka / nawigacji, bo w pewnym momencie przy około 130 km/h zakantowało go, trafił na kamień, no i prawdę powiedziawszy gdyby to ktoś filmował to byłaby to najbardziej dramatyczna scena jaką w życiu widziałem. Przy 130 km/h zrobił figurę w powietrzu, motocykl kilka kozłów, motocyklista w powietrzu, w kurzu, a ja za sekundę musiałem przez tą chmurę przejechać – bardzo niebezpieczne i nieprzyjemne doznanie.  Przy nim się zatrzymał inny motocyklista, więc się tam jakoś wspólnie zbierali, prawdę powiedziawszy nie zazdroszczę, nie wiem czy się połamał, nie mam pojęcia.

Odcinek zróżnicowany nie bardzo, trudny momentami, szybki – mi się jechało dobrze, dla kontrastu z dniem wczorajszym, gdzie droga była fatalna. Takim bardzo charakterystycznym momentem dzisiejszego dnia, po prawie 400 kilometrowej dojazdówce, którą zrobiliśmy z Fiambali do prawie Copiapo – po tej dojazdówce dopiero rozpoczynał się OS i dojechałem do startu dość szybko, bo się pośpieszyłem na tej dojazdówce – bardzo sprawnie to szło.

Zaraz po mnie dojechał Jozef Machacek i mówi:„ Słuchaj Rafał, tak mnie ramię boli, taki jestem pokiereszowany po tym wczorajszym upadku, że nie jestem w stanie jechać dalej – zrezygnuję, oddam kartę dzisiaj”. No i rzeczywiście, przy mnie oddał sędziom kartę – musi się wycofać, nie jest w stanie jechać dalej. To był jedyny moment, kiedy był załamany, mówił ze łzami w oczach – a to nie jest wylewny człowiek. Umówiliśmy się, bo on jedzie z serwisem, a quada na razie zostawia w Copiapo, że się zobaczymy i będzie mi pomagał, doradzał. No cóż…. To za jego radą jechałem dzisiaj tak zachowawczo, ostrożnie.

Powiedział również: „Słuchaj, przy tym, co tutaj się dzieje szansa na wygranie tego rajdu jest równa zeru, a raczej była od początku zerowa, natomiast, jeśli będziesz jechał swoim dobrym tempem to jesteś w stanie przyjechać 5,6,7…. Może 4, ale raczej 5,6”. Ja absolutnie nie chcę mówić nic na ten temat, bo rajd jest nie do wygrania po prostu – tu są takie relacje na miejscu, że z wielu różnych powodów Argentyńczycy wygrają ten rajd. Pytanie tylko kto?? Tak się od początku ułożyło, nie ma co podawać jakiś sensacyjnych szczegółów, trudno tak jest i już…”

05-01-2010

Dakar 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 3)

„Okazało się według wszelkich znaków na niebie i na ziemi, że na stacji, która była wskazana, jako ostatnia przed wjazdem na odcinek specjalny, było chrzczone paliwo. Ja mam o tyle najlepszy na to dowód, że ja miałem paliwo w tylnym zbiorniku, które kupiłem przed wczoraj gdzie indziej i nie musiałem wczoraj go używać – tak się złożyło, że wczoraj odcinek przejechałem na głównym baku i na CP dotankowałem tylko przedni zbiornik i w ogóle nie sięgałem po paliwo do tylnego zbiornika, natomiast po kilkunastu kilometrach od startu do odcinka specjalnego dzisiaj zaczął przerywać quad, nie mogłem jechać na 4 ani na 5 biegu, bo w ogóle nie miał mocy. Pracował chwile na jeden cylinder, później na dwa, momentami gasł – no i ja byłem przekonany, że to jest coś zepsute w moim quadzie, przez bardzo długi czas. Takim kaszlącym zacinającym się quadem próbowałem podjechać pod taki potężny podjazd, który nawet w roadbooku był oznaczony, jako najbardziej stromy – kilkanaście kilometrów do góry. Nie dało się na prosto, więc halsowałem, jeździłem troszkę w prawo troszkę w lewo, zawracałem jak mi quad gas całkiem, rozpędzałem go troszkę z góry i próbowałem jeszcze raz. Zajęło mi to bardzo dużo czasu – zamiast wyjechać od razu na prostą. Później widziałem bardzo wiele motocykli po drodze, które stały porozbierane, m.in. minąłem Kubę Przygońskiego, który pokazał mi żebym jechał dalej- już miał porozbierany motor jak przejeżdżałem koło niego. Później minąłem Machacka, który tez miał rozebranego quada. Wniosek jest taki, że najprawdopodobniej ktoś na stacji wiedział z góry, bo ta stacja była już w roadbooku od dawna, że będzie tędy przebiegał rajd i wszystkie motory i quady szczególnie będą musiały tutaj tankować – ta sytuacja nie dotyczy samochodów i ciężarówek, bo większość z nich ma swoje paliwo z Europy, jak np. Hołek. Wielu innych zawodników też przywozi swoje paliwo. Wniosek, jaki się nasuwa po rozmowie z wieloma motocyklistami i quadowcami. Marc Coma jak się okazało przed chwilą stawał trzykrotnie. Jordi Viladoms przeleciał przez kierownicę jak mu motocykl „czknął” kilkakrotnie, w momencie kiedy najbardziej potrzebował dodać gazu. Ja ponad godzinę, może półtorej naprawiałem quada – wymieniłem filtry powietrza, filtry paliwa, przedmuchałem pompę paliwową, wyjąłem bak, przedmuchałem bak, wszystkie doloty, robiłem to przy 50 stopniach Celsjusza, czego nie wiedziałem, ale czułem, że jest bardzo, ale to bardzo gorąco. Później jak ruszyłem, było dokładnie to samo, więc postanowiłem przełączyć na tylny bak – wtedy quad dopiero zaczął jechać. Byłem już strasznie zmęczony, do tego stopnia byłe ze mną źle, że organizator musiał się zorientować monitorując moje poczynania przez GPS-y, widzieli, że pokonałem ten odcinek bardzo sprawnie, bo wyprzedziłem 20-30 motocyklistów od startu odcinka, a później nagle stanąłem. Dzwonili do mnie przez GPS, czy wszystko ze mną w porządku, czy nie zasłabłem. Gdy zdobywałem tę górę, walczyłem z quadem przyjechało na motorach dwóch Argentyńczyków, lokalesów. Przywieźli na szczęście ze sobą wodę i oblali mnie całego, mogłem ruszyć dalej, chociaż odcinek był strasznie męczący. Kuba Przykoński, Jacek Czachor, Marek Dąbrowski, Krzysiek Jarmuż – wszyscy mówią dokładnie to samo. Wielu ludzi jeszcze nie dojechało, na wydmach moim zdaniem jest 20, może 30 motocyklistów jeszcze, których mijałem po drodze, którzy mieli porozbierane baki, porozbierane gaźniki, całe układy paliwowe, wygląda na to, że do paliwa został dodany etanol. Według tego, co ustaliłem z zawodnikami, etanol, który jest dodany w zbyt dużej proporcji do paliwa, ma tendencję w wysokich temp. parować. Stwierdzili my to po tym, że zbiornik dojeździe do mety był pod ogromnym ciśnieniem, a przecież tak nie powinno być – powinien zasysać powietrze z zewnątrz. Nie powinien mieć nadciśnienia, a miał – a to oznacza, że było bardzo dużo gazu w nim, który uwalniał się podczas parowania etanolu przy bardzo dużej temperaturze. To paliwo nie wpływało jak należy do układu paliwowego silnika, tylko było wpompowywane z powietrzem/gazem. W którym jest bardzo duże ciśnienie, to powietrze powoduje, że do układu paliwowego dostaje się nie paliwo tylko bańki powietrza przemieszane z paliwem. Rozmawiałem na ten temat przed chwilką z Hołkiem, i powiedział, że oni w samochodzie mają specjalną chłodnice do paliwa, co więcej oni monitorują temperaturę paliwa, i że jeżeli paliwo jest za gorące a mają długi podjazd i się przegrzeje paliwo to, że dokładnie to samo im się dzieje, jak mają paliwo z dużą zawartością etanolu. Ja uważam, że coś takiego musiało się zdarzyć, bo było sporo wypadków w ogóle nie do wyśnienia, i tak jak powiedziałem cała grupa quadów i cała grupa motocykli miała ten sam problem, w tym wszyscy czterej polscy motocykliści, Kuba stracił chyba półtorej godziny i wygląda, że jest właściwie poza jakąś ścisłą czołówką, tylko, że ta czołówka się przemieszcza i nie mówię tego z satysfakcją, wręcz przeciwnie, ze smutkiem, bo zostaliśmy w jakiś sposób oszukani, a wielu ludzi w tym profesjonaliści nie wiedzieli, co z tym zrobić, żeby to paliwo nie było tak zgrzane, natomiast przed chwilą rozmawiałem jeszcze raz z kolegami z Orlen Teamu, i powiedzieli, że nawet na rajdach egipskich, na Faraonach, gdzie temperatury są o wiele wyższe niż tutaj, że nic się takiego z paliwem nie działo jak tutaj, i że najprawdopodobniej wynikałoby z tego ktoś uznał, że będzie okazja na to żeby dorobić i zmieszał to paliwo z czymś, co spowodowało, że mieliśmy dzisiaj straszne problemy. Ja mam jakieś półtorej godziny „w plecy” z tego powodu, jestem zamęczony dzisiaj, a jedynym takim banalnym pocieszeniem, a może nawet nie pocieszeniem a taką informacją, która mnie uspokaja trochę jest to, że wszyscy, którzy przyjechali dzisiaj, Krzysiek, Jacek, Kuba a przecież są to zawodowcy są dokładnie w takim samym stanie – są zamęczeni tym etapem i nie dlatego że etap był tak długi i tak trudny, ale dlatego, że nie mogliśmy jechać normalnie, nie mogliśmy utrzymać żadnego rytmu jazdy, wyjeżdżaliśmy na dość duże wydmy, a przede wszystkim pod tą gigantyczną górę, praktycznie rzecz biorąc jak na rowerach, quady i motocykle, w ogóle praktycznie dzisiaj nie jechały, no a resztę to widać w klasyfikacji – prawda – nie chciałbym być tutaj jakimś zwolennikiem spiskowej teorii, czy spiskowych teorii. Parszywy odcinek, parszywy pod wszystkimi względami, praktycznie nie wiem czy było ze 20 km gdzie można było mieć przyjemność z jazdy. Na samym początku motocykliści jeździli w różne strony, co spowodowało, że wielu ludzi w tym ja nie zaliczyło trzeciego waypointa, wszystkie pozostałe zaliczyłem a było ich chyba 30, a trzeciego nie zaliczyłem, ponieważ, po motocyklistach kurzyło się prze potwornie i nie był widać gdzie ten waypoint jest, to było na samym początku odcinka, wszyscy się pogubili, zobaczymy, co sędziowie zdecydują, ja oczywiście już przyjąłem, że decyzja będzie najgorsza z możliwych, czyli kary dla wszystkich, którzy nie zaliczyli tego waypointa, bo taką już to widać przyjmują tutaj metodę, i cóż jedziemy dalej, meta jest celem, na jaki cały czas patrzyłem myśląc sobie, że nie można zawieść ludzi, ale myślę też, że o wynikach Kuby, moich czy któregokolwiek motocyklisty możemy już zapomnieć, jedyne, co nam jeszcze w cudzysłowie pozostaje to wynik Hołka, który ma na szczęści swoje własne paliwo, jest 5 w generalce, to jest rewelacyjny wynik, no i niech jedzie dalej tak dobrze, będziemy się z tego cieszyć, jak to dowiezie, to jest jedyne, co jak mi się wydaje możemy z tego rajdu wywieźć, oprócz doświadczenia, i ewentualnie próby dotarcia do mety. Bardzo przykre doświadczenie dzisiaj i oczywiście wysiłku fizycznego i fizjologicznego to jest absolutne ekstremum, ja czegoś takiego jak dzisiaj jeszcze nigdy w życiu nie przeżyłem, nie dlatego że było 50 stopni, że powietrze było w bezruch w bardzo wielu miejscach, bo na przykład jechaliśmy korytem rzeki gdzie było kompletnie stojące powietrze, tylko dlatego, że po kilkunastu kilometrach przez sto kilkadziesiąt kilometrów quad w ogóle nie jechał, po prostu jedynka, dwójka, wszystkie wentylatory włączone, jakaś kosmiczna temperatura w ubraniu, jakaś tragedia po prostu ekstremum, to jest rzeczywiście ekstremum. Jak się dowiedziałem, że Villadoms, który jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, wielokrotnym dakarowcem, się poprzewracał parę razy, bo mu czkał ten jego motor i jak się dowiedziałem, że Coma stawał trzykrotnie to znaczy, że, były jakieś wydarzenia zewnętrzne, które miały na to wpływ.

04-01-2010

Dakar 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 2)

"To był odcinek w większości kamienisty i po górach. Po tej karze, którą dali mi 8 minut spadłem o 30-40 miejsc w dół w połączonej klasie motocykli i quadów. I miałem już czarne myśli wczoraj wieczorem kiedy się dowiedziałem, że tych dwudziestu paru ludzi sędziowie postanowili ukarać. Startowałem, czego się bałem najbardziej z motocyklistami, którzy umieją jeździć po Prostem, a nie bardzo umieją jeździć po zakrętach. Szczególnie kiedy jest ślisko i bardzo zmienne warunki. Wyprzedzałem tych motocyklistów. Dopóki było pod górę to jeszcze jakoś szło. Była szersza droga, ale później się zrobiło w góry, bardzo mglisto, padał deszcz i było bardzo ślisko. Za którymś z zakrętów-takim ślepym, którego nie widać, motocyklista tuż przed mną jadący może minutę wcześniej przewrócił się i nawet się jeszcze nie zdążył podnieść. Jak wyjechałem z tego zakrętu, a było to w dół i prędkości były spore to zorientowałem się , że żadnej szansy nie mam wyhamować przed nim i że on tam leży nie było żadnego sygnału, żadnej możliwości rozpoznania. No i wtedy miałem wybór, albo wjechać w niego, w jego nogi i przejechać mu po nogach, bo droga była tak wąska, że jak motocykl leżał w poprzek i on leżał w poprzek i nie było ani z prawej ani z lewej miejsca, albo uciec w bok. Niestety z boku były głazy na które wpadłem. Jeszcze kontrolowałem co się dzieje, ale już tak właściwie nie bardzo mogłem o niczym decydować. Po prostu musiałem wybrać pomiędzy nim jakąś drogę. I złapałem gumę – lewe przednie koło się przecięło całkiem. Niestety pół godziny próbowałem to naprawić, nie dało się. Nie miałem kół na wymianę. Ten odcinek dzisiaj był do przejechania na jednym komplecie bez problemu. No i co zostało mi 260 km odcinka specjalnego i przejechałem te 360 km na kapciu z przodu.  Jestem zdumiony, że felga wytrzymała i że opona nie zeszła z niej całkiem. Musiałem pokonać ten dystans jadą na oponie bez powietrza. To nieprzyjemna, bardzo męczące i frustrujące, bo nie wiem kto mnie po drodze nie wyprzedził. Ale trudno. Dojechałem do mety – jestem w La Rioja. Jutro startuje dalej. Strata jest duża, ale to jest Dakar nie można się poddawać."

03-01-2010

DAKAR 2010: Dziennik Rafała Sonika (etap 1)

Kurz, piach, brud i ogromne zmęczenie, a mimo to Rafał Sonik znajdował czas na bieżące dzielenie się wrażeniami po poszczególnych etapach. Przeczytaj jak swoją walkę widzi sportowiec.

„Mam już za sobą pierwszy etap. 317, 318 kilometrów. Bardzo miło na rampie-czyli na tym podium startowym każdemu z czołowych zawodników quadów poświęcili po kilka minut. Wjeżdżaliśmy pojedynczo, ale też jechałem przed Patronellim, chociaż on zajął 2 miejsce w zeszłym roku to wjeżdżał po mnie na to podium. I oczywiście wszyscy kibice byli zainteresowani już tylko jego wjazdem, co jest dla mnie zrozumiałe. Jest on tutaj w Argentynie największym sportowym, dakarowym bohaterem, więc trudno się temu dziwić. Trzeba to uszanować, pewnie w każdym kraju by tak było. Jutro pobudka o 4.00 rano. 5.20 start. Jesteśmy w takim terenie, gdzie jest miliard komarów po padających ostatnio tutaj ulewnych deszczach. Nie jechałem zbyt szybo dzisiaj. Nie powyżej 140 km/h. Chciałem, żeby ten quad się tak spokojnie układał. Bardzo sympatyczne przyjęcie. Spotkałem kilka osób z polonii argentyńskiej, które bardzo się cieszą ze startu polaków. Błyskawiczna kolacja, dokończenie roadbooka na jutro i do spania.” „Przede wszystkim od startu jechaliśmy tuż za wszystkimi motocyklami. Ja wiedziałem juz od kilku miesięcy, dwóch czy trzech kiedy wiadomo już było, że nie będzie prologu i zamiast niego będzie start w kolejności. Od pierwszego odcinka będzie to dla nas quadowców strasznie trudne z tego względu, że te pierwsze odcinki w Argentynie są wąskie lub bardzo wąskie. W takim wypadku quady jadą za motocyklami jak nie ma prologu, a to oznacza, że przed pierwszym quadowcem jest około 200 motocyklistów( w tym roku około, 180) z czego połowa jest wolniejsza od nas. To oznacza, że musimy wyprzedzać. I to jest mnóstwo wyprzedzania w takich bardzo ryzykownych warunkach. Trzeba bardzo, bardzo, bardzo uważać. Ja dzisiaj w dwóch, czy trzech zakrętach zobaczyłem zakręt jak już w nim byłem i to w takiej dużej prędkości, dlatego że motocykliści jechali w takim kurzu, że się po prostu po nich nic nie widziało. A musiałem z kolei wyprzedzać, gdyż był to pojazd dużo wolniejszy od mojego. I gdybym ich dzisiaj nie wyprzedził, to jutro byłoby jeszcze trudniej, bo odcinek z Cordoby do La Riochy jest jeszcze węższy. To jest już ścieżka momentami, bo jedziemy po trasie, którą jechaliśmy w ubiegłym roku, tylko w drugą stronę. Ja tutaj nie widziałem nigdzie w tej części Argentyny szerokich dróg, czy szerokich tras. To są wąskie, lub bardzo wąskie odcinki, co oznacza, że trzeba było dzisiaj wyprzedzić jak najwięcej motocyklistów, bo od jutra startujemy już w wspólnej, połączonej trasie. Powinienem mieć teoretycznie około 70-80 motocyklistów przed sobą, ale nie wszystkich, którzy jadą wolniej udało mi się dzisiaj wyprzedzić, bo warunki były po prostu zbyt niebezpiecznie i nie można było ani siebie ani kogoś narażać w takiej sytuacji. Bardzo dużo się zdarzało sytuacji, kiedy na odcinku jechałem za kimś długi czas i dopiero szukałem możliwości wyprzedzenia w bezpiecznym miejscu. To oznacza jakieś niewielkie straty czasu, ale starty.

Odcinek był zgodnie z opisem bardzo zróżnicowany, od startu jechaliśmy bardzo szybko, nie pamiętam, ale około 140 – 150 km/h jechałem najszybciej. Później były fragmenty bardzo techniczne, potem znowu bardzo szybkie i znowu techniczne. Także wymagający odcinek. Kilka razy spore błoto, kilka razy przejeżdżaliśmy rzeki. Woda była wszędzie praktycznie. Sprawdzamy teraz pompę paliwową, czy jej nie zalało. Działała, ale pewności nie mam czy nie została zalana, a ona jest bardzo czułą akurat w tym quadzie.  Znakomicie dobraliśmy opony. W prawdzie miałem problemy, bo 320-330 kilometrów dojazdówki sprawiło, że na odcinek specjalny wjeżdżałem z mocno zużytymi już z oponami tylnymi, a one są na takim odcinku bardzo ważne. Natomiast kapitalnie wypadł ich dobór-na szczęście opony te wytrzymały, tireballsy w tych oponach wytrzymały, co tez mnie pozytywnie zaskakuje, bo w ubiegłym roku były dla mnie przyczyną strasznych kłopotów, wibracji, awarii itd. Najfajniejsze jest to, że wzięliśmy Maxxisy Razry 2 na przód i to jest genialne, dlatego, że te opony bardzo precyzyjnie prowadzą się w zakrętach. Można quada w zakrętach ustawiać tak, jak samochód rajdowy, to znaczy właściwie tylnymi kołami dokonuje się zakręty. Przednie koła tylko inicjują zakręt w pierwszej fazie, natomiast cała reszta to jest rozłożenie ciężaru i odpowiednie manewrowanie tylnymi podnóżkami i kołami. To jest bardzo efektywne, można dzięki temu szybko jechać, szybko pokonywać nawet ostre zakręty. Trudno się nie cieszyć z takiego dnia i z takiego odcinka. Byłbym niewdzięcznikiem chyba. Macha czek miał krótki kłopot. Zacięła mu się chyba pompa paliwowa, ale puknął w nią i pojechał dalej. Musze przyznać, że chyba wygrałby odcinek. Nie mogłem go dogonić, jechałem drugi za nim. Wyprzedziłem go wtedy, kiedy musiał przystanąć. Natomiast Patronelli zaraz po starcie go wyprzedziłem i późnej wiedziałem, że muszę mu jak najszybciej odjechać. Oraz wyprzedzać motocyklistów LISTNUM 1) wszędzie gdzie się tylko da, żeby się nie dać mu dogonić. On ma chyba ciut wolniejszy silnik, bo to jest 700 jednocylindrowy. Ja myślę, że on musi bardziej agresywnie dojeżdżać do zakrętów, dohamowywać się bardzo późno, bo mam wrażenie, że ja dzięki mojemu quadowi mogę troszeczkę szybciej wychodzić z zakrętów. A to oczywiście o wiele bezpieczniejsze, bo za szybkie wejście w zakręt grozi kłopotami. Dlatego staram się bardzo ostrożnie dojeżdżać do zakrętów, żeby nie wyrzuciło mnie. Chociaż ze dwa razy mi się to zdarzyło, nie zauważyłem, że jest zakręt, myślałem, że to prosta, więc musiałem się nieźle gimnastykować.

Jeżeli wszystko będzie w porządku, znakomicie, chłodny dzień. Doświadczenie z dzisiejszego dnia jest takie jechać wolniej, bo może jadę trochę za szybko.

Ściskam, pozdrawiam wszystkich i zabieram się za malowanie roadbooka”.

02-01-2010

DAKAR 2010: Świetny początek dla Rafała Sonika

Po pierwszym dniu wyścigu Polacy mieli prawdziwy powód do radości. Powodem do dumy polskiej drużyny był Rafał Sonik. Quadowiec zakończył rywalizację na pierwszym odcinku zwycięstwem.

Radość z wygranej zmącił jednak fakt, iż decyzją sędziów zawodnik otrzymał karę 6 minut do czasu przejazdu. Doliczone minuty okazały się decydujące i przesunęły Rafała Sonika na 8 pozycję. Nie ulega jednak wątpliwości, iż polski quadowiec pokazał się ze swojej najlepszej strony.

Niemniej jednak gratulujemy serdecznie i nadal będziemy trzymać kciuki!

01-01-2010

DAKAR 2010: Polacy stają do rywalizacji

W tym roku polskie ekipy obserwować będziemy we wszystkich 4 kategoriach: ciężarówek, samochodów, motocykli i quadów.

Ciężarówką pojedzie 3-osobowy team: Grzegorz Baran, Rafał Marton i Paweł Zborowski. Samochodami 3 załogi:

  • Krzysztof Hołowczyc/Jean-Marc Fortin
  • Robert Szustowski / Jarosław Kazberuk
  • Aleksander Sachanbiński / Arkadiusz Rabiega


W rywalizacji motocykli będziemy kibicować aż 4 sportowcom: Jakubowi Przygońskiemu, Jackowi Czachorowi, Markowi Dąbrowskiemu i Krzysztofowi Jarmużowi.

Cieszy bardzo fakt, iż ponownie na starcie wśród quadowców zobaczymy naszego reprezentanta - Rafała Sonika, który z pewnością będzie chciał powtórzyć świetny wynik z poprzedniej edycji i ponownie stanąć na podium.

Dodatkowo w ekipie francusko - hiszpańskiej, jadącej ciężarówką walczyć w wyścigu będzie Polak - Dariusz Rodewald.

Ogółem do rajdu zarejestrowano 151 motocykli, 25 quadów, 134 samochodów i 52 ciężarówki.

30-12-2009

DAKAR 2010: Trasa wyścigu

W tym roku przed zawodnikami ponad 9000 km wymagającej trasy z czego około 4800 km to odcinki specjalne. Trasa przebiegać będzie w kierunku przeciwnym do kierunku rajdu z 2009. Między 2 a 16 stycznia ponownie poczujemy emocje wyścigu.

15-dniowy rajd układa się w 3 zasadnicze części. Podczas pierwszych 3 dni rajdu zawodnikom postawiono zadanie przejechania ponad 1600 km. Wbrew pozorom może to być bardzo kluczowy etap rajdu, ponieważ cenny czas zyskany tutaj, może zaważyć na końcowej klasyfikacji. Trzeciego dnia zmagań zawodnicy będą mogli zasmakować namiastki pustynnego ścigania – pojawią się pierwsze wydmy. Kolejne 5 dni to zmagania z pustynią Atacama. Piasek, piasek i jeszcze raz piasek. To na tych jednodniowych etapach towarzyszyć wszystkim będą największe emocje. Po pokonaniu Atacamy do końca wyścigu trasa charakteryzować się będzie różnorodnością. Na dodatek organizatorzy zaplanowali najdłuższe odcinki na sam koniec rajdu. 14, 15 i 16 stycznia uczestnicy zmagań przejadą każdego dnia trasy o długości od prawie 800 do nieco ponad 700 km dziennie.